Vislow Resort, Wisła

Vislow Resort, Wisła
Widziana także oczami dziecka - Wielkanoc przodków

Widziana także oczami dziecka - Wielkanoc przodków

  1. Domov
  2. Také viděno dětskýma očima - Velikonoce předků
04 březen 2022

Wiosnę zwiastowały gromady wróbli, ćwierkające głośno na krzakach i płocie. Potem wyśpiewywać zaczął jej przybycie szpak w zaroślach ogrodowych, wreszcie kosy, drozdy i chmary niezliczonego ptactwa z pobliskich gór.

Wielkanoc oczami dorosłego

”Wiślański rok miał swoje roboty, uciechy i starości. Zależał od pogody. Jak nie było powodzi, długich deszczów posuchy (ta trafiała się rzadko), tóż wszystko kończyło się dobrze. Był urodzaj to ludzie mieli co jeść, w co się oblec i obuć. Gorzej gdy przyszły nieurodzaje. Tatowie niekiedy na jesień jeny klabieniec ziemniaków wykopali z całego składu. Mniej niż zasadzili, co tu potem jeść?

Wczesną wiosną jak śnieg zszedł z pola, było rozchybowanie przywiezionego w zimie gnoja, oranie gleby krowami i końmi, siocie zboża, sadzenie ziemniaków.

Jak chłopi przy oraniu uwidzieli pierwszą lastówkę (jaskółkę), to lecieli do studni abo do potoka umyć się zimną wodą. We Wielki Piątek szło się myć do potoka, na jarugę abo do rzeki przed wschodem słońca, zekiel się jeszcze ptaszki nie pobudziły. Boso, coby się było czerstwym i zdrowym. We wielką sobotę ku wieczoru, jak zaczęły zwonić zwonyna kościele, potrząsały dziecka i dorośnieni stromami, wieszali na nich szkorupki z wajec, co mama rozbiła do wielkanocnej buchty albo kołacza, żeby był wielki owoc, a urodzaj. W pendziałek Wielkanocny rano i dopołednia chodziło się śpiewać z moiczkiem.”

Piękny był zwyczaj chodzenia w Poniedziałek Wielkanocny z mojiczkiem. Najpierw odbywały się w domu próby, dobieranie głosów. Tekstów mojiczka i przyśpiewek uczyli ojcowie.

Gdy Wielkanoc była wczesna, pożyczało się wianki od młodych i drużek z wesela, gdy trafiła później, dziewczęta plotły wianuszki same z gęsich kwiatków lub żółtych mojiczków. Od nich pochodzi nazwa zwyczaju.

Wychodziło się wcześnie rano, zabierając koszyk, do którego ludzie dawali jajka, kawałki kołacza i pieniądze, które przeznaczało się później na zeszyty i książki, czasem na skarpetki lub chustkę. Nie było wypadku, żeby się w którymś domu czego nie dostało.

Ustrojona kolorowymi wstążkami i skorupkami z jajek jodełka miała zawieszony na gałązce dzwoneczek, który dźwięczał srebrnym głosikiem, gdy środkowa dziewczynka, trzymająca gaik, potrząsała nimpo prześpiewaniu każdej zwrotki, na przywitanie i odchodne.

Po otrzymaniu gościńca mojiczkule dziękowały:
Boże wam też zapłać za te wasze dary,
Cobyście się za rok śmiergusta doczkali.
Mojiczek zielony, pięknie przystrojony…”

Wielkanoc oczami dziecka

„Wielkanoc znacznie później przemówiła do wyobraźni góralskiego dziecka. Misterium ukrzyżowania, męki, odkupienia i zmartwychwstania – to wszystko było tak dalekie w porównaniu z dobrze znajomą stajenką, pasterzami, owcami i krowami, które łączyły codzienność z wielkim świętem. Stąd najpierw do wyobraźni przemówiła strona obrzędowa święta, zakres prac, których ono wymagało, i obowiązek dbania, by obrzędom stało się zadość. Te święta nie miały cudownej atmosfery drzewka i jutrzni w mroźną noc. Bóg-człowiek umierał na krzyżu, także za moje grzechy – to przekraczało zakres naszych spraw. Wielkanoc jednak miała swoje uroki. Była wiosna, szumiały wezbrane potoki i wtedy, gdy gadające wodą zbocza gór już do mnie przemawiały, wytworzyłem sobie własny obraz Zmartwychwstania.

W zakresie spraw gospodarczych to było zmiatanie podwórka i czyszczenie gruntowne obejścia, to było potrząsanie drzewami owocowymi w sadzie (żeby dobrze obrodziły), gdy znowu odezwały się dzwony. To był post w Wielki Piątek, śpiewanie pieśni z kancynoła o Męce Pańskiej, chodzenie do kościoła, by tę mękę rozpamiętywać, i czytanie odpowiedniego kazania z postylli. Ale dla nas, dzieci, było to święto ponure, chociaż wierzyliśmy, że wielki, bo bez ukrzyżowania nie ma zmartwychwstania, a więc i odkupienia. Daleko ważniejsze wydawało mi się, że na Wielkanoc diabeł suszy złoto w Pieniężnej Dziurze, ale najważniejsze było, że mama na Wielkanoc piekła murzyny. Były to białe bułki z drożdżowego ciasta, w które zapiekano szynkę, a czasami także kiełbasę. Każdy członek rodziny miał swojego murzyna, jadło się go na śniadanie, na podobiodki, czyli na drugie śniadania, na Swaczyny, czyli podwieczorki. Każdy mógł kroić, jak chciał, jeść, jak i ile chciał, a że było to coś niesłychanie smacznego, więc nadawało także blask świętu Wielkiejnocy.

Tradycje wielkanocne dla dzieci

Dla surowych i prostodusznych ewangelików Wielkanoc była świętem przypominającym o bezwzględności obowiązku. Przecież Jezus przyszedł na świat, by swoją męką zbawić ludzi, i ten swój obowiązek wykonał bez reszty. Każdy codzienny obowiązek miał jakieś elementy krzyża i męki, więc trzeba było iść za przykładek Jezusa. Stąd ta waga przywiązywana przez ewangelików do ukrzyżowania i stąd dla nich Wielki Piątek jest tak wielki świętem. Ale dla nas, dzieci, liczyły się przede wszystkim murzyny i śmiergust w wielkanocny poniedziałek. Na ten śmiergust trzeba było przygotować sikawkę i karwacz. Sikawkę robiło się z gałązki czarnego bzu, z której można łatwo zrobić rurkę, zamykaną z jednej strony drewnianym korkiem, w nim rozpalonym drucikiem wypalało się otwór. Jako tłok służył cienki patyk, na którym nawinięto zatłuszczoną szmatkę. Taka prosta sikawka wyrzucała wodę na odległość kilku czy kilkunastu metrów. Wystarczyło.

Karwacz splatało się z trzech, czterech lub ośmiu prętów i służył do bicia. Taki z ośmiu prętów miał kwadratowy przekrój i ten był naprawdę ważny. W śmiergust chodziło się na Pustki do starzyków, albo „do chałupki” do Lorków, albo do Dustorów, tam gdzie były dzieci albo młodzi, skłonni do biegania i krzyku.

Dla mnie jednak Wielkanoc rychło nabrała innego sensu, gdy zacząłem czytać i gdy przeczytane treści przenosiłem w otaczający świat. Wtedy Wielkanoc stała się także świętem zmartwychwstania roślin, wody wyzwolonej z lodu i śniegu, świętem potoczków, zakwitających bazi, kwiatków nieśmiałych na pozór, lecz hardo wyzywających przymrozki czy marcowe zawieje śnieżne. Czasem Wielkanoc wypadała na wczesną wiosnę, a czasami już na dojrzały i rozwinięty wiosennie kwiecień. Szczególna wartość Wielkanocy dla dzieci tkwiła w wakacjach szkolnych. Wprawdzie dziecko chłopskie uczestniczy wtedy w pracy w polu, ale ta praca także objawia lśniącą ziemię odwróconą pługiem, chmary ptactwa idące za bronami, wezwanie wiosennego słońca skierowane ku wszystkim wysiewanym ziarnom i zagrzebanym sadzeniakom.

Nie było w naszej rodzinie zwyczaju dzielenia się jajkiem, nie było święconego na stole. Zaczęło się ono zjawiać znacznie później, gdy wraz z naszym dorastaniem wrastaliśmy także w nowe obyczaje. Ta tradycyjna Wielkanoc, poprzedzona uroczyście czczonym Wielkim Piątkiem, była raczej świętem surowym i prostym. Była świętem okresu gorącej pracy w polu. Wyznaniem chłopskiej wiary w siew i żniwa. Boże Narodzenie można kontemplować patrząc na przyrodę zmartwiałą pod mrozem. Wielkanoc nie jest kontemplacją - jest czynem, wiosną, a więc pracą. Tak to musiało niejasno kłębić w umyśle chwytającym zdarzenia codzienności z perspektywy kilku lat życia. Wielkanoc przychodziła jak wiosna, była jej składnikiem, była świętem, które wiośnie nadawało swoisty sens. Dla rodziców i ich sąsiadów było to także święto nadziei na plon, dla nas, dzieci, sens tego święta nie zamykał się ani w żałobnych pieśniczkach z kancynoła, ani w mało zrozumianych tekstach postylli, ale oznaczał znacznie więcej w oczekiwaniu na murzyna i uciechy śmiergustu. Jest bowiem prawem dziecka by każdemu świętu nadawać sens wynikający z dziecinnych, lecz wielkich miar swojego świata.

 

Źródła.
Jan Szczepański, Korzeniami wrosłem w ziemię, Ustroń 2013
Maria Pilch, Wisła naszych przodków, Wisła 1979
Maria Pilch, Ze starej Wisły, BTSK 1986
https://mamotoja.pl/ozdoby-wielkanocne-ludowe-pisanki-i-folkowe-dekoracje-na-wielkanoc,wielkanoc-galeria,3902,r3p4.html

 

mobile nav bg
Při poskytování služeb nám pomáhají COOKIES.

Používáním webu s tím vyjadřujete souhlas. Více v Oznámení o ochraně osobních údajů.

ROZUMÍM